Reklama

Niemożliwe nie istnieje

Niemożliwe nie istnieje

vii gp logo.jpg

Logowanie



Szukaj

Agora Profile

Not Available to Guests

Agorians Online

Now 2 guests online
Stworzone dzięki jVitals
PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Marian Jarosz   
środa, 13 marca 2013 15:02

 

Biegówki 2013

 

Na naszym forum miałem propozycję abym opisał moje starty w Estonii i w Finlandii. Bardzo chętnie, ale będzie to opis mojego sezonu na biegówkach 2012-2013. Początek nie był ciekawy, grudzień brak warunków na narty biegowe , ostatnie moje starty to jeszcze starty w biegach ulicznych (Strzelce Opolskie, Katowice i Kraków). Nowy rok zacząłem od dwóch ambitnych pobytów na basenie w Jaworznie i treningu z Henrykiem na Wesołej (ten trening w którym Henryk pomylił godzinę rozpoczęcia treningu). Piszę o tym bo od tego się zaczęło, tzn. miałem kłopoty ze zdrowiem ( kaszel, oskrzela, kłopoty z oddychaniem). Przyszedł festiwal FSM a ja ciągle chory. W czasie festiwalu zaproponowano mi organizację biegów dla dzieci.  Dwa dni przed biegiem pojechałem do szkoły aby zobaczyć warunki w jakich przyjdzie mi organizować te zawody. Nie wyglądało to najlepiej , doszedłem do wniosku, że tych biegów nie mogę organizować w miejscu zaproponowanym przez Tomka tzn. przy boisku Górnika Wesoła ze względu na odległość od biura zawodów i bezpieczeństwo startujących dzieci.  

 

Alternatywą  było zorganizowanie biegów blisko szkoły, badałem teren wokół szkoły.  Pogoda dwa dni przed biegiem  była taka, że teren wokół szkoły był miękki i nie nadawał się na bieg. Bałem się, że bieg dla dzieci to będzie wielka porażka.  Ale wszystko się zmieniło, najpierw Wiesia zobowiązała się pomóc mi w organizowaniu tych biegów. Dziękuję Wiesi (także Martynie i jej koleżance)  za współorganizowanie tych biegów. Bez ich pomocy teraz nie wyobrażam sobie organizowania biegów dla dzieci. Drugą okolicznością, która pomogła nam w organizacji biegów dla dzieci była pogoda, tzn. ochłodziło się i teren do biegania dla dzieci był naturalnie utwardzony. Proszę wybaczyć, że piszę o tym, ale w styczniu to był dla mnie główny temat. Cały styczeń byłem chory , trzy razy byłem u lekarza a wyzdrowienia ani śladu. Nie najlepsza sytuacja, w styczniu byłem zapisany i umówiony ze znajomymi na pierwszy bieg narciarski ; Karlowska 50 w Czechach. Miałem cichą nadzieję, że zdrowie się poprawi. Nie chciałem też swoich znajomych (Andrzeja i Jerzego) zostawić , tzn. umówić się i nie pojechać (koszty podróży, nocleg). Pojechałem więc ze znajomymi do Czech i …. i tylko kibicowałem. 

Wszystko zmieniło się na początku lutego, zdrowie powracało, a ja zacząłem myśleć o startach. Ale jak tu startować, gdy przez cały miesiąc było się chorym. Pomogły wypady na siłownię (orbittrek, bieżnia). 

Pierwszy bieg miałem 9 lutego w Nowym Targu; Bieg Podhalański – 30 km (była możliwość przebiegnięcia 15 km lub 5 km ale Marian jeżeli może to na nartach biega najdłuższe biegi). Drugi bieg  był już 10 lutego w Zwardoniu ; „Bieg Bez Granic” (Bieg Chłopski) na dystansie około 18 km. Zaraz widać że rozpoczęcie sezonu na biegówkach miałem niesamowite. Teraz przyszła kolej na biegi WORLDLOPPET, na które się zapisałem pół roku wcześniej. Ze swoimi znajomymi (Andrzej Mielnik, Jerzy i Zbyszek) wyjechaliśmy autem do Estonii na bieg który nazywa się TARTU MARATON. Dzięki Zbyszkowi, który daje auto i jest kierowcą te wyjazdy są tanie (koszty przejazdu dzielimy na czworo). Do pierwszego biegu mamy dwa noclegi pierwszy koło Augustowa drugi w hoteliku w Kambja. Jeszcze przed noclegiem odbieramy numer startowy w Tartu i przygotowujemy się do startu. Przygotowanie to głównie smarowanie nart. Jest to bardzo ważna rzecz, od niego zależy cały bieg (dobór smarów w zależności od przewidywanej temperatury).  

 

W czasie smarowania nart korzystamy ze stojaka (z uchwytami na narty) od Andrzeja.  W drugim dniu pobytu w Estonii pobudka o 6 00 i jedziemy około 20 km do Otepa, gdzie ma być start. Prawie wszyscy mamy daleki sektor i czekamy na start. Przed startem Andrzej robi nam zdjęcia, w sektorze w którym stoimy. Przed samym startem słyszę muzykę z trybun. Prawdopodobnie jest to jakaś pieśń narodowa Estończyków. Ta pieśń robi na mnie duże wrażenie, można powiedzieć, że bardziej przeżywam chwilę startu. Później następuje start. Jest to start wspólny dla wszystkich. Szkoda, wolę jak start jest sektorami co kilka minut i nie robi się tłok na samym początku. Na początku rzeczywiście jest tłok, posuwamy się bardzo powoli , aby minąć linię startu należy wykonać jeszcze zwrot o 180 stopni co przy pozycji przy wewnętrznym wirażu spowalnia posuwanie się w zamierzonym kierunku.  Bieg przyśpiesza dopiero po minięciu linii startu. Ale po przebiegnięciu około 500 metrów mamy pierwszy zator przy podbiegu, który następnie skręca w prawo. Co poniektórzy biegacze wykorzystują ten moment i chyba nielegalnie od razu przed podbiegiem skręcają w prawo. (ale były to tylko jednostki). Po tym podbiegu  mamy pierwszy zjazd, według mnie łagodny ale przed tym pierwszym zjazdem robi się zator. Ja staram się na tym zatorze mijać biegaczy i zjeżdżam. Od tego momentu staram się o jak najlepszy czas na mecie. Cały bieg to ciągłe podbiegi i zjazdy. Ale dla mnie to wymarzona trasa. Podbiegi są krótkie i łagodne, można je wykonać na wyprostowanych nartach (nie trzeba używać jodełki). Zjazdy są dłuższe i można na nich odpocząć. Cała trasa jest oznaczona dużymi liczbami co kilometr. Przy moim tempie 10km/godzinę te oznaczenia pojawiały się co 6 minut (nie było nudno). Jeszcze jedno na całej trasie było od 6 do 8 torów co  spowodowało, że na trasie później nie było tłoku. Andrzej później określił tą trasę jako „autostrada”. Bieg trwa, widzę liczby 62, 61, 60 ….. 10, 9 , 8 jest coraz lepiej, meta przybliża się. Zapomniałbym o jednym na 37 kilometrze zaczyna się tłok do biegu na głównej trasie dołącza grupa która startuje na 31 kilometrów. Ta grupa miała do naszej trasy około 5 kilometrów i nie zdążyła się jeszcze rozciągnąć. Na samym początku byli to biegacze dobrze biegający i wypoczęci (przebiegli tylko 5 kilometrów) i zaczeli nas mijać. Trochę to irytowało, gdy obok ciebie inni narciarze cię mijali z dużą prędkością. Ale co robić ja już miałem prawie 40 kilometrów w nogach, a oni dopiero 5 kilometrów. I tak już było do samej mety.  Z ostatniego punktu z napojami i posiłkiem  (chyba  4 kilometry przed metą) rezygnuję, nie kalkuluje zatrzymywać się. Meta jest w lesie. Przed linią mety są chyba tylko  3 tory ale jest to bez znaczenia. Po prostu odległości pomiędzy zawodnikami są większe i nie ma tłoku. W czasie dobiegania do mety jest chwila dla której biega się. Tak bieg trwa 6 godzin, a najlepsze chwile są w ostatniej minucie, kiedy słyszy się doping i widzi się metę. Przebiegłem 63 kilometry czas 6:24:42. Z biegu i z wyniku jestem zadowolony. Miejsce 5488 na 5964 zawodników którzy przebiegli 63 kilometry. 

TARTU MARATON  jest to jeden z dłuższych biegów narciarski ponieważ ma 63 kilometry. Mimo, że jest taki długi uważam, że jest łatwy i godny polecenia. Prawdopodobnie jeżeli będzie możliwość wybiorę się ponownie na ten bieg. 

W Estonii mieliśmy jeszcze jeden nocleg w hotelu i przyszedł czas na wyjazd do Finlandii. Po drodze zwiedzamy starówkę Talina.  Pomiędzy Estonią i Finlandią jest morze i nasz samochód wjeżdża na prom. Była to moja pierwsza podróż promem w życiu. Przejazd trwa tylko  2,5 godziny, ale jest to fajne przeżycie. W tym momencie przypomniał mi się film „Titanik”. Następuje przyjazd do apartamentu w Helsinkach. Ten apartament to mieszkanko około 40 m2 ……z sauną. Finlandia to średni kraj z około 5 milionami obywateli i …. 2 milionami saun. Czas do następnego biegu mija nam na zwiedzaniu Helsinek , oglądaniu ruskich filmów (wideoteka w telewizorze) , treningach na nartach biegowych  w parku i w saunie. Tak saunę mieliśmy codziennie. I jeszcze jedno piliśmy  wódkę Finlandię, którą przywieźliśmy z Polski (takie było hasło przed naszym wyjazdem). Jedno spostrzeżenie z Finlandii jednego z nas. Jak szliśmy na trening biegowy mijaliśmy przedszkole., przy którym zawsze bawiły się dzieci mimo że na dworze był mróz. U nas asekuracyjne nie wyprowadza się dzieci w zimie. 

 

Dzień przed biegiem  pojechaliśmy do Lahti po odbiór numerów. Lahti jest ośrodkiem narciarstwa (skoki narciarskie, biegi narciarskie i biathlon). Posiada on kompleks trzech skoczni Salpausselka. Zawody w Lahti w ramach Pucharu Świata w skokach odbywają się corocznie. W mieście tym aż sześciokrotnie odbywały się Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym oraz odbędą się także w 2017 roku. 

Teraz o samym biegu który nazywa się HIIHTO. Bieg krótszy od TARTU bo ma tylko 50 km, ale według mnie o wiele trudniejszy. Od samego początku

 

 ostre podbiegi , na których tylko jodełka zdawała egzamin. Podbiegi w głębokim śniegu, co powodowało, że wysiłek był jeszcze większy. Zjazdy szybkie w oblodzonych torach. Tory bardzo poszarpane, narty w nich bez przerwy poruszały się w lewo i na prawo bez możliwości ich kontroli. Po prostu szarpało stopą dość mocno i cud, że nie doszło do wywrotki przy tak dużych prędkościach. W środkowej części biegu trasa była płaska, ale ci co biegają na nartach wiedzą, że nawet płaska trasa może zmęczyć. Końcówka była podobna do początku, tzn. biegło się po tej samej trasie co na początku. Te same podbiegi w kopnym śniegu , tylko sił już coraz mniej.  

 

 

Wybawieniem był zjazd na stadion na którym była meta. Stadion znany z transmisji telewizyjnych.  Mogę podsumować ten bieg; długość 50 km, czas 5:34:40,  wolniej niż na 63 kilometrach. 

Jeszcze tylko jeden nocleg po biegu i rano wcześnie pobudka aby wracać do kraju. Wracaliśmy dzięki Zbyszkowi tylko jeden dzień (ale za to z przygodami). 

Poprawiony: środa, 13 marca 2013 15:27
 

Komentarze   

 
0 #3 Jarosz Marian 2013-03-18 17:05
w internecie znalazłem taką wiadomość;
11 dni przed rokiem, 10 minut w tym roku – tyle czasu zabrało zapełnienie listy startowej Biegu Wazów.
Jeszcze nigdy dotąd zapisy na najsłynniejszy bieg masowy nie zakończyły się tak błyskawicznie. Otwarto je w niedzielę o godz. 8.00, a już 10 minut później zarejestrowano 15,4 tys. zgłoszeń. Ci, którzy włączyli komputery kilka minut później, mieli jeszcze szansę załapać się na listę rezerwową. Teraz muszą liczyć na to, że ci, którzy wysłali zgłoszenia i zostali zakwalifikowani na listę główną, rozmyślą się i nie wniosą opłaty startowej' jak to dobrze ze mam ten bieg już zaliczony :-)
Cytować
 
 
0 #2 Jarosz Marian 2013-03-15 16:26
Beata, Marian przez te swoje starty przetrenował się i teraz zmuszony jest odpoczywać. Powtórzyła się sytuacja że stycznia. 24 marca ma półmaraton w Warszawie i prawdopodobnie nie pobiegnie
:sad:
Cytować
 
 
0 #1 Beata 2013-03-15 14:43
Zima potrafi dopiec... ale nie Marianowi ;-)
co za sezon !
Moje uznanie ... :whistle: :-)
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack