Reklama

Niemożliwe nie istnieje

Niemożliwe nie istnieje

vii gp logo.jpg

Logowanie



Szukaj

Agora Profile

Not Available to Guests

Agorians Online

Now 6 guests online
Stworzone dzięki jVitals
PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Marta Dębska   
czwartek, 21 stycznia 2016 13:14

Marta - Moja historia – czyli jak bieganie stało się odskocznią i filozofią.

alt

   Moja przygoda z bieganiem zaczęła się w 2014 roku, podczas jednej z najmroźniejszych zim na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Dokładniej w stanie New Jersey, który doświadczył na przestrzeni ostatnich lat ekstremalnych zmian pogodowych, doprowadzając mieszkańców do panicznego strachu przed tym, co przyniesie ze sobą kolejny niż atmosferyczny. Jednak ja, uciekłam właśnie tam, w obawie przed czymś zupełnie innym – wyemigrowałam do Stanów pod wpływem całego pasma wyżów i niżów, które sprawiły, że postanowiłam zakończyć studia, wtedy jeszcze sprawiające wrażenie zupełnie nieistotnych w moim życiu, spakować manatki i zacząć od nowa byle dalej stąd ...

   Dzięki całkiem nieźle rozwiniętemu instynktowi samozachowawczemu, moje podróże po Europie i mnogość prac dorywczych, nie tylko pozwoliły mi na zebranie potrzebnej sumy by móc ubiegać się o wizę do USA oraz sam wyjazd jako au pair*, ale również nauczyły pewnej niezłomności i zawziętości w dążeniu do celu.

   Dlatego też, gdy dotarłam do Stanów i miałam świadomość tego, że nie ma już możliwości odwrotu, nagle poczułam się tym wszystkim przytłoczona. Nie potrafiłam znaleźć ujścia swoich emocji, frustracji oraz ogromnego strachu. Na całe szczęście, miałam możliwość poznania niesamowicie mnie inspirującej kobiety, która potem towarzyszyła mi przez cały okres mojego pobytu i która wręczyła mi w styczniu 2014 plan treningowy do półmaratonu i powiedziała „Trzy miesiące wystarczą, byś podjęła próbę przebiegnięcia półmaratonu. Co z tym zrobisz, to już Twoja sprawa. Ja Ci daję tylko pomysł i plan, od Ciebie zależy, co będzie dalej”.

altalt

 

  

 

 

 

 

 

 

 

alt

 

Jako, że na dworze było prawie -17C, włożyłam dwie pary ocieplanych dresów (jeszcze wtedy nawet mi przez myśl nie przeszło by kupić sobie porządne spodnie do biegania), założyłam najzwyklejsze w świecie adidasy oraz cały stos koszulek i jedną całkiem konkretną bluzę oraz kurtkę i … pobiegłam. Pamiętam, że ludzie na ulicy pukali się w czoło, bo w Stanach nietypowym jest w ogóle poruszać się bez samochodu, a jeszcze ta zimowa aura potęgowała ich zdziwienie. Jednak, niezrażona ani pogodą, ani obcesowym pukaniem się w czoło przechodniów, zrobiłam swoje pierwsze 4km. Prawie umarłam z zimna, a na drugi dzień nie umiałam ruszyć żadną kończyną.

   I wtedy zrozumiałam, że wygrałam.

 

altalt

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Postawiłam sobie za cel, że w kwietniu 2014 przebiegnę półmaraton w Central Parku, w Nowym Jorku w ramach imprezy „Women Run the World”. Zaczęłam biegać najpierw dwa, potem trzy razy w tygodniu. Z biegiem czasu zaczęłam również uczęszczać na siłownię, co pozwoliło mi na urozmaicenie treningów. Nadszedł kwiecień i mój pierwszy półmaraton. Pamiętam, że stałam na linii startu i modliłam się w duchu bym to przeżyła. Zupełnie nie zdawałam sobie sprawy „z czym to się je” i o czym w ogóle powinnam myśleć.  Moim największym problemem było to, że nie wiedziałam na czym skupić myśli. Pamiętam, że myślałam dużo o swoich rodzicach, którzy mimo moich szalonych pomysłów, zawsze mnie wspierali i bez których nie byłabym po drugiej stronie oceanu. Ogromnego kopa dała mi myśl, że mało kto decyduje się na tak nieszablonową ścieżkę życiową – z dala od wszystkiego, z nową pracą i wyzwaniami, gdy wszystko wydaje się nieznane w dość egzotyczny sposób. No bo od kiedy to cola w 3,5litrowych baniakach jest normalna? Albo ogromne SUV-y, których wielkość dorównuje kawalerce przeciętnego Kowalskiego w Polsce?

 

altalt

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ale mniejsza z tym! Nie myśleć o pierdołach. Biec, biec, biec…

   Po dokładnie 2:02:34 doleciałam na metę. Byłam w ciężkim szoku, że mi się to w ogóle udało. Nie wiem, czy bardziej obawiałam się fizycznego bólu, czy faktu, że nie będę potrafiła się skonfrontować z własnymi myślami. Tak, czy siak – udało się i w nagrodę zjadłam przepysznego bajgla z cynamonem.

   Od tego momentu wszystko zaczęło się zmieniać. Miałam wrażenie, że pierwsze trzy miesiące mojego pobytu, gdy zaczęłam również przygotowywać się do półmaratonu, były tymi najcięższymi i dotarcie na metę po 13.1 mili było symbolem nowego początku. Udało mi się nawiązać cudowne biegowe przyjaźnie, które sprawiły, że większość moich wakacyjnych poranków miała początek przed 5 rano, gdy włączałyśmy GPS w zegarkach i wraz z przebiegniętymi kilometrami, oczyszczałyśmy głowy przed dniami pełnymi pracy i obowiązków.

   Na urodziny przebiegłam swój drugi półmaraton. Tym razem nie sama. Motywacja i doświadczenie większe, czysty fun. Czas – 1:57:32. Sukces!

 

altalt

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rok zleciał jak z bicza strzelił. 2014 upłynął na pracy, studiach, zawieraniu nowych przyjaźni i poznawaniu kultur z całego świata, podróżach po Ameryce Północnej oraz …bieganiu. Trudno było się z tym wszystkim pożegnać, gdy w lutym 2015 wróciłam do Polski, co wywoływało we mnie skrajne emocje, gdyż bardzo się cieszyłam, że wracam do domu, ale obawiałam się, iż nie uda mi się na nowo przystosować do tego, co zostawiłam jako „znane i bezpieczne”.

   O ironio, jedyną stałością okazało się bieganie – tylko ten nawyk pozostał niezmienny. Jednak, brakowało mi kogoś, kto by ze mną tę pasję dzielił. Przyszły problemy, nowe wyzwania – bieganie wciąż mnie ratowało, ale potrzebowałam nowego bodźca, który pozwoliłby mi na rozwój. Dlatego też, wyguglowałam „klub biegowy Mysłowice” i tak właśnie trafiłam do Truchtacza Mysłowice.

 

alt

 

   Muszę przyznać, że decyzja o przystąpieniu do klubu była naprawdę dobra. Nie tylko udało mi się poznać świetnych ludzi, ale również czerpać inspirację z ich doświadczeń i osiągnięć. Zmobilizowali mnie do udziału w różnych zawodach, od lokalnych wydarzeń po ogólnopolskie imprezy, co sprawiło, że zaczęłam się w tym temacie bardzo rozwijać.

   Tak bardzo pochłonęło mnie bieganie, że zapragnęłam się podzielić się tym ogromem pozytywnych benefitów, które idą wraz z przebiegniętymi kilometrami. Czysta głowa, brak frustracji, pokonanie własnych słabości. Żeby nie zanudzać – dzięki tej mojej małej pasji udało mi się poznać moją drugą połówkę, z którą kontynuowałam przygodę biegową, ale już w innej odsłonie.

 

altalt

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reasumując, zbierałam się do napisania swojej krótkiej biegowej historii już od dłuższego czasu, ale wciąż coś mnie hamowało. Raz mi się wydawało, że jestem tak strasznym żółtodziobem, że nie mam prawa się wypowiadać na ten temat. Po drugie, wydawało mi się, że wciąż mogę osiągnąć więcej i więcej, co sprawi, iż będę mogła się pokusić o to by cokolwiek napisać.

   Jednak, tu nie oto w tym wszystkim chodzi. Bieganie jest pewną formą odskoczni od codziennego życia, która pozwala na oczyszczenie głowy z negatywnych myśli. Pozwala również na skonfrontowanie się ze samym sobą i udowodnienie sobie, że niemożliwe nie istnieje. To nie jest po prostu aktywność fizyczna, która pozwala schudnąć – wręcz przeciwnie. Biegacz jest coraz cięższy i je coraz więcej, gdyż organizm prosi o energię na dalsze kilometry. To jest aktywność fizyczna, która niesie za sobą głębszą filozofię, pozwalającą na totalną transformację swojego życia.

 

altalt

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdyby nie to, że podjęłam się tego wyzwania i zaczęłam biegać w zupełnie nieznanych mi warunkach na drugiej półkuli, nie byłoby mnie tutaj. Nie pisałabym tego. Nie udałoby mi się nabyć wiedzy na temat własnego organizmu i racjonalnego odżywania. Nie mówiąc o tym, że nie udałoby mi się przebiec czterech półmaratonów, nie stłukłabym sobie każdej części ciała podczas survival race, nie miałabym szafy pełnej ubrań sportowych i akcesoriów, nie rozumiałabym różnicy między fartlekiem, a długim wybieganiem … a przede wszystkim, nie dzieliłabym życia z cudownym człowiekiem, z którym każdy pokonany kilometr jest ciekawą przygodą i niesamowitym przeżyciem. Stąd też decyzja o naszym pierwszym wspólnym Ultramaratonie w nadchodzącym 2016 – niemożliwe nie istnieje, prawda?

 

alt

 

W związku z nadchodzącym 2016 rokiem życzę Wam wszystkim wielu biegowych przygód, braku kontuzji i wielkiej radości wynikającej z pokonywania własnych słabości.

- Marta

 

*(http://go.culturalcare.com/pl-1-au-pair-general-ap.html?etag=GGPLC_AP_00_00&utm_source=google&utm_medium=ppc&utm_campaign=PSAP_AP_C%28AuPair%29&gclid=Cj0KEQiA_MK0BRDQsf_bsZS-_OIBEiQADPf--ovR5-ert_SmqvrIADpTZw7phIy1q7xW9eiTRlhlftsaAqk58P8HAQ)

 

Autorzy zdjęć:

Andrzej Cieśla

Lisa Giesel 

Kristen Clark

1second studio

Damian Jedziniak

„zbiory własne”

 :-)

Poprawiony: czwartek, 21 stycznia 2016 13:18
 

Komentarze   

 
0 #3 Ula Cieśla 2016-01-24 20:47
Super Marta - jesteś wielka ! Trzymam kciuki za Twoje osiągnięcia biegowe i czekam na Twój pierwszy MARATON:)
Cytować
 
 
0 #2 Luiza Buryło 2016-01-24 17:19
Bardzo fajny artykuł; również dzięki imponującej ilości fotografii..
Cytować
 
 
0 #1 Beata 2016-01-22 14:40
I tak trzymać :-) !
Uśmiecham się do Twej historii i niech się toczy dalej po Twojej myśli, zamiarach, marzeniach :-)

Biegając, wszystko wydaje się lepsze, jaśniejsze, prostsze.. Przynajmniej ja tak mam.

Szerokiej drogi Marta - do przeróżnych biegów, aż po te ultra :-) Trzymam za Ciebie !!
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack