Reklama

Niemożliwe nie istnieje

Niemożliwe nie istnieje

gp logo.jpg

Logowanie



Szukaj

Agora Profile

Not Available to Guests

Agorians Online

Now 4 guests online
Stworzone dzięki jVitals
PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Henryk Kowalski-N.   
środa, 18 maja 2016 20:33

 

MARATON – REAKTYWACJA

alt


   Po doznanej kontuzji w czerwcu ubiegłego roku, postanowiłem wznowić trening bez względu na negatywne opinie ortopedy i neurologa (kręgosłup, kolana jak i prawa stopa -masakra). Na moją beztroskę i brak odpowiedzialności, postanowiłem odpowiedzieć wierszem mojej koleżanki ze Śląskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Katowicach Pani Ady Miszko pod tytułem CZAS UCIEKA-cytuję:



Zagubiłem /am/ się we współczesnym świecie
Serce jest uśpione
Życie zaplątane w sieci
Muszę się wyzwolić z pętów
Jeszcze zaznać trochę szczęścia
Nie robić życiowych błędów
Jak to uczynić nie mam pojęcia?
Muszę się spieszyć, bo czasu mało
Tyle lat już stuknęło
Jednak coś we mnie zadrgało......

alt


   Inauguracja treningu nastąpiła pierwszego dnia Świąt Bożego Narodzenia, był to tak zwany marszobieg gdyż długiego biegu nie mogłem wykonać z powodu masakrycznych bóli. Po czterech miesiącach treningów z bólem do którego przywykłem, zapragnąłem zmierzyć się w prawdziwych zawodach, wybór padł na Bieg Dzika który jakoś wymęczyłem! Wszystko to dzięki mojej małżonce, która mnie na niego dosłownie doprowadziła!!! (sam miałem dużego pietra). Wobec pozytywnego ukończenia biegu, zapisałem się na Maraton w Jelczu-Laskowicach. Wmawiając sobie, że zacząłeś "chopie" swoją przygodę maratońską w wieku 60-ciu lat, to po kontuzji albo ją skończysz w wieku 67-miu lub się odrodzisz i przestaniesz się nad sobą użalać!!!  (małżonka już nie mogła ze mną wytrzymać, przyznam się szczerze że "jo tysz"). Oczywiście podróż upłynęła z przygodami, na 120 kilometrze spotkaliśmy korek ciągnący się 8 km który pokonaliśmy niecałe 3 godziny! Tym samym pobiliśmy rekord szybkości jazdy do Wrocławia A-4 ką -około 6 godzin!!!! A co! Tak pięknie zmotywowani wpadliśmy jeszcze do Jelcza po pakiet i z powrotem do Wrocławia zameldować się w hotelu. Noc miałem bezsenną z powodu myślenia nad strategią biegu:
-pierwsza tak jak zakładem tylko przebiec i zaliczyć maraton w tempie 7 minut kilometr,
-druga, niestety bardziej ambitna, ponieważ 2-óch „dziadków” było do ogrania, co dawało miejsce na podium lub..... nie ukończyć maratonu!!!
   Start był o godzinie 9-tej, (4-ery okrążenia),  pogoda była deszczowo-wietrzna i zimna. Wybrałem wariant drugi, biegnąc w tempie 6,15 minut na kilometr, lecz po 2-óch okrążeniach osłabłem, usiłując trzymać tempo 6,30 co mi się w miarę udało. Ostatnie okrążenie pokonywałem siłą woli (o cierpieniu nie wspomnę), lecz doping mojej żony powodował to że nie "spałem" lecz walczyłem do końca. Żona po biegu powiedziała że ostatnią pętle robiłem stylem Charlie Chaplina!!! Maraton ukończyłem, lecz byłem zły na siebie że wygrała moja ambicja, a nie rozsądek żeby biec w tempem w 6 godzin lub wcale nie startować. To był mój 19-ty maraton, a czy ostatni? Oby nie, ponieważ w 2018 roku czeka na mnie supermaraton w Katmandu „Mont Everest” czy marzenie się spełni?
   Chciałem na forum podziękować mojej żonie Małgosi, że mnie zmotywowała do treningów i pomogła mi w podjęciu decyzji o starcie w maratonie! Bardzo się bałem, nie tego że nie ukończę lecz bólu.


Henryk Kowalski-Neukirch

 

Komentarze   

 
0 #1 Księżyk Basia 2016-05-22 21:25
Heniu powroty są najtrudniejsze. ..ale Dałeś radę SUPER! A wsparcie najbliższych równie ważne! Trzymaj/cie tak dalej :-)
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack