Reklama

Niemożliwe nie istnieje

Niemożliwe nie istnieje

vii gp logo.jpg

Logowanie



Szukaj

Agora Profile

Not Available to Guests

Agorians Online

Now 2 guests online
Stworzone dzięki jVitals
PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Jacek Księżyk   
czwartek, 21 listopada 2019 13:29

Zakończenie Sezonu 2019

OSW „Ondraszek”

 

   Trudno w to uwierzyć, ale … znów się udało! Po każdym wspólnym wyjeździe mam wrażenie że był on najlepszy ze wszystkich. Choć nie jest tak do końca. Poprzednie były równie fajne! Tylko my za każdym razem podnosimy coraz wyżej poprzeczkę!!! I coraz lepiej się bawimy ;-)

 

   Jak zwykle…     Mógłbym używać tego sformułowania w co drugim zdaniu, albo w całości przepisać tekst podsumowujący ubiegłoroczny wyjazd...   Jednak drobne, ale jakże ważne szczegóły różniły ten wyjazd od poprzednich.

   Jak zwykle przyjechaliśmy do Ondraszka w piątek, przed Świętem Niepodległości. Tym razem jednak była nas dosyć liczna grupa. Zaplanowana kolacja na Równicy, oczywiście w „Kolibie Pod Czarcim Kopytem”, była nieco problematyczna, właśnie przez ilość Truchtaczy! Ale zadziałał nasz urok osobisty, perswazja oraz działania Grażyny i zmieściliśmy się przy jednym stole w dwadzieścia osób. Lubię tam przychodzić, zwłaszcza w listopadzie. I niezmiennie siadam zawsze przy tym samym stole. W 2008 roku tam właśnie po raz pierwszy spotkaliśmy się w takim szerszym Truchtaczowym gronie na pierwszym wyjeździe zakończeniowym.

   Po kolacji umówiliśmy się na sali tenisowo/rekreacyjnej, gdzie rozpoczęliśmy pierwsze mecze w rozgrywkach tenisowych. Na razie bez większych emocji. Faworyci pierwszego dnia nie zawiedli. Prawdziwe „schody” miały zacząć się dopiero nazajutrz …

   W sobotę dojechała pozostała część Truchtaczy i naszych gości. Korzystając z pięknej pogody część z nas wybrała się w górki. Propozycji było kilka, ale zwyciężyła (jak zwykle …) Równica. Tym razem podchodziliśmy od strony Orłowej niebieskim szlakiem. Niby nic wielkiego, ale szliśmy z Piotrusiem i Mią (5 i 2 lata!!!). Piotrek dał radę a Mia … Claire dała radę. Szczęśliwie, choć nieco z przygodami dotarliśmy na Równicę a tam w „Dworze Skibówki”  zatrzymaliśmy się na małe co-nieco. Najmłodszych uczestników i Basię uratowała od drogi powrotnej Marta, która przybyła z odsieczą. I całe szczęście. Droga powrotna bowiem odbywała się w oparach niesamowitej, choć bajkowej mgły! Udało się jednak nam szczęśliwie dotrzeć do celu.

   … A tym czasem, gdzieś po drugiej stronie Ustronia … Marian dzielnie walczył na trasie Biegu Legionów. I co by nie pisać, ukończył go jako najlepszy Truchtacz!!! …

   Po kolacji oczywiście nastąpiła druga część sobotniego relaksu, czyli spotkanie przy stole, w tym również tym ping-pongowym. W związku z tym że chętnych do gry było bardzo dużo, w sumie ponad trzydzieści osób i również ponad trzydzieści meczy do rozegrania, zawody nasze musieliśmy rozłoży na trzy dni. Choć trzeba przyznać, że sobota była tym dniem w którym tenis dominował. W swoich meczach faworyci nie zawodzili i wygrywali gładko zawsze po 2:0. Wyjątkiem był mecz Angeliki i Bożeny. Młodość i Doświadczenie! I jakby ktoś obstawiał zwycięstwo, szczególnie po pierwszym secie, aktualnie najszybszej naszej biegaczki, to pewnie straciłby postawione pieniądze. Ten mecz wygrała bowiem w stosunku 2:1 Bożena!

   Z trzydziestu trzech zawodników po sobotnich grach pozostało tylko ośmiu graczy. Pewnym zaskoczeniem wśród nich był brak naszego wielokrotnego Mistrza – Mariana, który odpadł w meczu z Adamem. Do rangi wielkiego faworyta wyrastał więc Jarek. Tytuł mistrzowski nie byłby dla Niego niczym nowym. Ale na te rozstrzygnięcia musieliśmy czekać aż do niedzieli. 

 

   Tymczasem sala tenisowa, przemieniła się na chwilę w salę taneczną a następnie w koncertową!

 

   Niedziela przywitała nas najgorszą pogodą jaka była przewidziana na czas wyjazdu. Wiatr, deszcz a nawet śnieg, w połączeniu z niską temperaturą dał nam mocno „popalić”, ale daliśmy radę! Część klubowiczów oczywiście pozostała na terenie Ondraszka. Spora grupka jednak wybrała się na wycieczkę górską, m.in.: Ewa, Beata, Grażyna Bytomska, Jola, Martyna ...

   Biegowa część niedzieli odbyła się w Wiśle Malince. Truchtacze startowali w VI Edycji Górskiej Przygody. Na starcie stanęli: Angelika, Janusz, Marek, Michał oraz ja. W roli kibiców jak zwykle znalazły się Ania i Basia, wspomagane przez Adama i Bogusia, którzy choć zgłoszeni do biegu nie wystartowali ze względu na kontuzje. Miłe było też spotkanie z biegaczami znanymi z tras mysłowickiego GP, czyli Agnieszką Szatniewską i Rafałem Turkiem (choć prawdę mówiąc przez chwilę byłem mocno zaskoczony widokiem Truchtaczki … której nie kojarzę z klubu!!! ;-)   ).

 

   Co do samego biegu, to mogę jedynie przedstawić swoje odczucia. Dawno nie miałem tak ciężko! Przez pierwsze kilka kilometrów, byłem zły na siebie że dałem się namówić na te zawody. To jest dobry sezon dla mnie, bo bezkontuzyjny i w całości przebiegany. I niepotrzebnie zafundowałem sobie taki finał. Początkowy podbieg (dla mnie to było podejście i to wolne podejście!) spowodował że miałem wszystkiego dosyć. Do tego nieustannie padający deszcz i wiatr sprawiał iż było dużo zimniej niż w rzeczywistości. Gdyby tego było mało, gdy wybiegaliśmy na otwarte przestrzenie, wiatr się wzmagał i częstował nas śniegiem! Kiedy tylko się wypłaszczało, zaczynałem biec, przede wszystkim aby się rozgrzać. Myśl o tym że na mecie będę mógł się przebrać w suche rzeczy, dodawała mi skrzydeł. Druga część trasy, gdzie podbiegi były nieco krótsze i więcej było zbiegów, zdecydowanie poprawiła mi humor i podniosła temperatura ciała. I choć z całej Truchtaczowej i Truchtaczolubnej grupy na finiszu zameldowałem się ostatni, to byłem szczęśliwy. Na mecie moja ocena biegu znacznie wzrosła. Nie było tak źle i wcale nie taki trudny ten bieg;-)   W przyszłym roku poprawię się!!!    

   VI Edycja Górskiej Przygody w Wiśle, dystans 17 km.:

  • Janusz Pytel, czas – 1:29:05, miejsce – 28/366 zawodników, 2 w kat M4,
  • Marek Maciejewski, czas – 1:32:01, miejsce – 38/366, 3 w kat M4,
  • Rafał Turek, czas – 1:41:25, miejsce – 97/366, 32 w kat M3,
  • Michał Staciwa, czas – 1:47:26, miejsce – 132/366, 41 w kat M3,
  • Angelika Idzikowska, czas – 1:50:52, miejsce – 157/366, 4 w kat K1,
  • Agnieszka Szatniewska, czas – 2:11:17, miejsce – 297/366, 40 w kat K2,
  • Jacek Księżyk, czas – 2:13:47, miejsce – 307/366, 23 w kat M4.

Po takim spędzeniu godzin okołopołudniowych obiad przygotowany przez DW Ondraszek smakował wybornie!

   Po godz. 18:00 spotkaliśmy się w Sali Tenisowej. Nadszedł czas rozstrzygnięć w Klubowym Turnieju Tenisa Stołowego. Ja niestety dosyć szybko przegrałem z Basieńką, choć prawdę mówiąc grałem sam … przeciwko całej sali. Ale wcale to nie było potrzebne, ponieważ nie przypominam sobie meczu który bym z Basią wygrał! Odpadli również Boguś, Adam i Michał. Basia w półfinale wygrała się z Maćkiem Siudym a w drugim półfinale starli się Janusz i Jarosław. Mecz – bajka – piękny!!! Ale zwycięzca był tylko jeden. Wygrał go Janusz. W meczu o trzecie miejsce bezkonkurencyjny okazał się Jarek, pokonując Maćka 2:0.

   I wreszcie finał. Wiedzieliśmy że będziemy mieć nowego Mistrza, ponieważ w finale spotkali się Janusz Pytel i Basia Księżyk, … ale że Mistrzynię …

Finał:    Janusz Pytel    0:2    Basia Księżyk

Szok, łzy (wzruszenia) i niedowierzanie!!! Trzeba jednak zaznaczyć że obydwoje finaliści stawali już na podium naszych rozgrywek, w tym Basia wielokrotnie. Ale że Mistrzyni ? No cóż, Janusz jest młodym, perspektywicznym zawodnikiem i wierzę w to głęboko że puchar Mistrza Klubowego wzniesie jeszcze w górę!

 

   Po zmaganiach sportowych, przyszedł czas na zabawę: tańce, hulanki i długie Truchtaczy rozmowy! Choć brakowało nam profesjonalnego DJ, to mam takie odczucie że Truchtacze i przyjaciele bawili się wyśmienicie. Zabawa trwała do późna a raczej do wczesnych godzin rannych. Ostatni Truchtacze kładli się spać tuż przed świtem!

   Poniedziałkowe przedpołudnie, z niejakim trudem, ale jednak spędziliśmy treningowo. Liczną grupą udaliśmy się na swobodne truchtanko doliną Jaszowca. Piękna pogoda, góry, Truchtacze i Przyjaciele – czegóż więcej potrzeba ;-)

   Finał wyjazdu przypadł (jak zwykle) w rocznicę odzyskania przez Najjaśniejszą niepodległości. W samo południe grupa Truchtaczy odśpiewała Hymn Polski. I nie ważne było jakie mamy sympatie polityczne. Ważne było że jesteśmy Polakami. Truchtaczami. Ważne jest, że na każdych zawodach biegamy z flagą Polski na piersi. Reprezentujemy Truchtacza, ale przede wszystkim Rzeczpospolitą Polską!

   I to byłoby w zasadzie już wszystko. Na koniec, tradycyjnie zjawiliśmy się w zdecydowanej większości w Starej Wędzarni w Ustroniu. Pysznie, miło rodzinnie. Niestety trochę smutno … bo zbyt krótko. Jednak ten smutek jest bardzo budujący. Świadczy bowiem o silnej potrzebie bycia w grupie. W grupie Truchtaczy oczywiście.

   Już za chwilę będziemy się przygotowywali do finału naszego GP i Klubowej Wigilii. Święta, Nowy Rok i powoli zaczniemy przygotowania do nowego sezonu. Sezonu który pewnie zostanie zakończony kolejnym, niesamowitym Zakończeniem Sezonu. Z resztą jak zwykle ;-)    A za tegoroczny wyjazd i jego organizację, bardzo chciałem podziękować Pani Barbarze Haratyk i DW Ondraszek oraz Państwu Magdalenie i Adamowi Rychlikom ze Starej Wędzarni w Ustroniu. Do zobaczenia znów!

   Truchtacze i Przyjaciele którzy bawili się wspólnie na Zakończeniu Sezonu 2018/2019:

Bogusław Siegmund, Jola i Janusz Pytel, Martyna i Bożena Kopeć, Darek Rozwadowski, Beata Godek, Dorota Wyleciał, Marek Maciejewski i Grażyna Bytomska, Justyna i Mirosław Kolonko, Angelika i Adam Idzikowscy, Mia, Piotr i Claire Harrison, Marian i Teresa Jarosz, Kasia i Zuzanna Seweryn, Julia Ćmielowska, Ewa Jastrzębska, Karolina Księżyk i Maciej Siudy, Grażyna i Jarosław Hornik, Kuba, Kamil, Ania i Michał Staciwa, Marta i Piotr Mrozek oraz Basia i Jacek Księżyk, ponadto Atos, Modi,  Bonus i Kiki  ;-)

 

foto: Basia, Ania, Jacek, Marian, Marek i in. …

 

J.Ksi.

 

Poprawiony: czwartek, 21 listopada 2019 21:54
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack