Reklama

Niemożliwe nie istnieje

Niemożliwe nie istnieje

logo.jpg

Logowanie



Szukaj

Agora Profile

Not Available to Guests

Agorians Online

Now 63 guests online
Stworzone dzięki jVitals
Wspomnienia
PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 12
SłabyŚwietny 
Wpisany przez katan tomasz   
poniedziałek, 18 maja 2009 11:12

„Jeśli chcesz pobiegać przebiegnij milę. Jeśli chcesz doświadczyć nowego życia przebiegnij maraton”


Urodził się 19 września 1922 roku w Czechosłowacji w regionie morawsko-śląskim w małym miasteczku Koprzywnice (Koprivnice) jako 6-ste dziecko w ubogiej rodzinie.
W wieku 16-stu lat rozpoczął pracę w fabryce obuwia Bata, która to firma sponsorowała bieg na 1500 m. Na 100 zawodników młody Zatopek bez treningu zajął drugie miejsce i od tego czasu żywo zainteresował się bieganiem.
Mawiał: „Biegacz musi biegać z marzeniami w sercu, a nie z pieniędzmi w portfelu” – 4 lata później 1944 roku jako pierwszy Czech pokonał 5 000m w czasie poniżej 15 minut. W tym także roku pobił rekordy Czechosłowacji na 2000m, 3000m i własny na 5000m.
Ten wysoki, żylasty mężczyzna 182 cm, 72 kg wciąż skromny i uśmiechnięty, wystąpił na Mistrzostwach Europy w 1946 roku w Oslo gdzie zajął 5 miejsce w biegu na 5000 poprawiając ponownie własny rekord o ponad 25s – 14:25:8.; było to preludium do tego, co miało zdarzyć się 2 lata później w Londynie.
Jeszcze przed olimpiadą w Londynie mówiono o niezwykłych treningach „Czeskiej Lokomotywy”; ale dopóki Zatopek nie zdobył złotego medalu olimpijskiego na 10000m i srebrnego na 5000m za Belgiem Gastonem Reiffem (jako pierwszy w historii przebiegł 3000m poniżej 8 minut), tylko o tym mówiono, a potem zaczęto kopiować jego szaleńcze treningi, co dla większości zawodników kończyło się długotrwałymi kontuzjami.
„Emil chciałby zrozumieć granice własnej wytrzymałości. Wsłuchuje się w bicie swego serca, obserwuje zmęczenie. Nadal trenuje jesienią i zimą, nie tylko na stadionie. Na ulicy, na drogach, w lesie, na polu, wszędzie, niezależnie od pogody, biega aż do bólu. Biega nie jak człowiek, lecz jak zwierzę, które bieg ma we krwi. Po drodze do fabryki, wzdłuż alei wysadzonej topolami, Emil eksperymentuje. Pierwszego dnia, wstrzymuje oddech do czwartej topoli, dwa dni później – do piątej, i tak co dwa dni, aż w końcu dotrze do końca alei nie oddychając i… padnie bez zmysłów. Nie zrobi tego po raz drugi, ale zawsze będzie chciał wiedzieć, dokąd może się posunąć.” – Wzloty i Upadki - Jean Echenoz
Dana Ingrova zostaje żoną Zatopka 19-stego września 1948 roku w dniu swoich i jego urodzin. Jako sportsmenka rozumiała swojego męża lepiej od innych, była oszczepniczką, która na Olimpiadzie w Helsinkach 1952 roku zdobyła złoty medal, a 8 lat później srebrny, byli parą aż do dnia śmierci Emila 21 listopada 2000 roku.
W 1949 Zatopek dwukrotnie pobił rekord świata na 10000m, a rok później na Mistrzostwach Europy w Brukseli zwycięża na 5000m i 10000m, by 1951 roku pobić rekord świata na 10 mil i 20000m oraz w biegu godzinnym. Jego najlepsze wyniki to: 5000 - 13.57.0 (1954); 10000 - 28.54.2 (1954); Maraton - 2.23.04 (1952).
Podstawą jego treningów były treningi interwałowo – rytmiczne; mawiał: „Dlaczego mam trenować wolno, ja już umiem biegać wolno. Muszę się nauczyć jak biegać szybko”
Przed wybuchem II wojny światowej podstawą treningu biegacza długodystansowego były wolne wybiegania na odcinkach 10-15km, potem niemiecka szkoła trenerów W.Gerschler i H.Reindel wprowadziła powtórzenia na krótkich 100; 200 metrowych odcinkach, podczas których tętno zawodnika miało osiągać poziom 180 u/m. Przerwa trwać miała do momentu aż spadnie ono do 120u/m, po czym rozpoczynała się kolejna seria. Zatopek odrzucił obie metody twierdząc j.w.. Dlatego jego interwały trwały 200-400m było ich znacznie więcej nawet do 60-ciu a na tętno Emil nie zwracał uwagi. Przerwy to był 200m trucht. Logika metody Zatopka była następująca; Jeżeli można pokonać określony dystans o określonej prędkości ( nawet, jeśli będzie podzielony na części) to będzie można utrzymać tę szybkość na zawodach. Jego typowy trening: 5 x 200m + 20x400m + 5x200m = 10 km czystego sprintu!!! 400 metrów pokonywał w ok. 72s, gdy wykonywał 100 takich powtórzeń to pokonywał 40 km w 120 minut, a w miedzy czasie pokonywał truchtem 39 odcinków 200m w truchcie. Interwały były jego metodą na fenomenalne sprinty kilkudziesięciokrotne powtórzenia urozmaicał krótszymi 200 metrowymi mega sprintami. Kolejny pomysł Czecha to trening oporowy; zakładał wojskowe ciężkie buty i biegał w nich przez godzinę. Jak porodził sobie z brakiem możliwości treningu w wysokich górach – po prostu nie oddychał – przyzwyczajając organizm do niedoboru tlenu.
Jego filozofia startu była prosta – biegł jak podpowiada mu instynkt – „Jeśli zaczniesz się zastanawiać nad tym czy wytrzymasz takie tempo, to na pewno go nie wytrzymasz”
Tak trenował mistrz, który jako jedyny zdobył złote olimpijskie medale na trzech najdłuższych dystansach 5 000m, 10 000m i maraton, w którym biegł po raz pierwszy w życiu i na każdym z nich ustanowił rekord świata – było to w roku 1952 w Helsinkach.
„Nazwisko Zatopka, które nic nie oznaczało, było tylko dziwnym nazwiskiem, zaczęło we wszystkich uszach brzmieć jak oklaski; trzy sylaby, ruchome i mechaniczne, nieubłagany walc na trzy czwarte, galop, warkot turbiny, szczęk końcowego „k”, poprzedzonego początkowym „z”, które też już pędzi: mówimy „zzz” i natychmiast ruszamy z kopyta, jak gdyby spółgłoska była starterem. Za to cała maszyna jest naoliwiona płynnym imieniem: oliwiarka Emil dołączona do motoru Zatopek.” Wzloty i Upadki - Jean Echenoz
Ludzie na stadionie olimpijskim skandowali to nazwisko jak mantrę, nigdy wcześniej ani nigdy później nie osiągnął czegoś podobnego, wyczyn Emila Zatopka i progres, jaki za jego sprawą nastąpił w biegach długich można porównać do tego, co uczyniła Paula Radcliff w maratonie kobiet ustanawiając rekord świata na 2:15:25.
Jeszcze w 1952 roku Emil Zatopek poprawia rekord świata na 25000m i 30000m, dwa lata później w Berlinie w czasie Mistrzostw Europy obronił złoty medal na 10000m i zdobywa brąz na 5000m. W tym także roku 1954 ustanawia rekord świata na 5000m 13:57,2 i 10000m 28:54,2 (pierwszy w historii wynik poniżej 29 minut).
Przed startem w biegu maratońskim w 1956 roku w Melbourne powiedział do swoich rywali na starcie: „Panowie za chwilę, odrobinę umrzemy”. W tym biegu zajął 6 miejsce i zakończył karierę zawodniczą.
W 1968 roku Emil Zatopek poparł zmiany Praskiej Wiosny, za co został usunięty z Ministerstwa Obrony i pracował jako robotnik w kopalni uranu aż do emerytury w 1976 roku. Rok wcześniej MKOL nagrodził go nagrodą im. Pierze de Coubertine. W 1997 roku został ogłoszony najlepszym czeskim lekkoatletą XX wieku, a w 1999 roku najlepszym czeskim olimpijczykiem.
Historia jego życia uwypukla zmiany jakie zaszły od lat 60’ ; teraz nikt nie może pozwolić sobie na pracę i treningi – teraz liczy się tylko pierwsze miejsce być drugim to obciach. Zatopek był niezwykle lubianym radosnym i uśmiechniętym człowiekiem, blisko związanym ze swoją żoną i ze sportem do końca życia- zapytany przez dziennikarza, dlaczego wygląda jakby cierpiał, umierał, gdy biegnie odpowiedział z uśmiechem: „Nie miałem dość talentu by wygrywać i się uśmiechać”

Co dał Zatopek współczesnemu biegaczowi:
• Trening oporowy: podbiegi; bieg po piasku, bieg z ciężarkami, bieg ciągnąc za sobą kłodę, oponę – trening służy budowaniu zapasów siły
• Trening interwałowy: metoda poprawiając prędkość, stosuję się ją poprzez wykonywanie kolejnych powtórzeń na podobnym odcinku z przerwami między poszczególnymi powtórzeniami, w czasie, których organizm nie w pełni się regeneruje. Długość odcinków od 100-2000m.
• Trening w warunkach ograniczonego dostępu tlenu: obozy wysokogórskie, przynajmniej 3-4 tygodniowe, gdzie wysokość oscyluje między 1500-3000 m



Inne z jego powiedzeń:
- Zwycięstwo to wielka rzecz, ale przyjaźń jest rzeczą jeszcze większą.
- Na granicy dzielącej ból i cierpienie chłopcy stają się mężczyznami

- Zapytany dlaczego wygląda jakby cierpiał gdy biegnie: Bo to nie jest gimnastyka czy jazda na łyżwach

Filmografia:
http://www.youtube.com/watch?v=b_Tmd_rMCrc&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=fkvMSNqN6Fs&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=jqJkdiKT_gI&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=4FuGkUtDF1E
http://www.youtube.com/watch?v=CQHmSFeyjsY&feature=related

Bibliografia:
Bieganie – maj 2007 – Marek Tronina
Historia Maratonu – Jerzy Skarżyski
Kronika Sportu
Wikipedia; Runninig Past; SR / Olympic Sports; i inne strony Internet

Poprawiony: wtorek, 27 listopada 2012 13:46
 
PDF Drukuj
Ocena użytkowników: / 8
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Wiesława Katan   
niedziela, 24 maja 2009 10:40

Postanowiłam troszkę powspominać, przeżyć jeszcze raz miłe (i nie tylko) chwile, może Roman będzie bliżej mnie … może będzie łatwiej ….

Wielokrotnie namawiałam Romana, żebyśmy zaczęli biegać, ale przez wiele lat bez skutku. Ja sama próbowałam przebiec 100 – 200m, ale ze skutkiem jak wyżej. Aż pewnego dnia Roman spytał:

- Biegamy ?

- czemu nie …

- no to zaczynamy !!!

… naszą przygodę biegową.

 
PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 6
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Wiesława Katan   
sobota, 13 czerwca 2009 20:00
Kiedyś Ania spytała nas:
-, Co właściwie skłoniło Was, że zaczęliście biegać, czy lubiliście w szkole biegać?
- skądże znowu ...
Chodziłam Z Romanem do liceum do tej samej klasy, często w-f mieliśmy o tej samej godzinie, toteż często mogliśmy nawzajem siebie obserwować. Boisko i bieżnia były tam, gdzie teraz jest basen Nemo. Roman opowiadał, że jak biegłam na 60m, to z wysiłku byłam aż czerwona i najczęściej najlepszą moją oceną z biegów był dobry minus. W ogóle nie lubiliśmy biegać.

Poprawiony: sobota, 13 czerwca 2009 20:26
 
PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Tomasz Katan   
piątek, 31 lipca 2009 12:03

Deszcz w zeszłym roku prześladował mnie na większości zawodów, w których startowałem, tak też było w niedziele 31-ego Maja w Bielsko – Białej czasie 17 Biegu Fiat. Do biura zawodów dotarłem w transporcie Princkis68 (dla którego butelka szkockiej mrozi się w lodówce - za całokształt), ciężko nam było znaleźć miejsce do zaparkowania, ale po zaliczeniu ulicznego labiryntu wylądowaliśmy jakieś 500 metrów od „strefy zrzutu”, do której bezbłędnie trafiliśmy po 10 minutach. W biurze zawodów wszystko sprawnie i profesjonalnie załatwione ( niespodzianka podwójna koszulka w moim zestawie – czyli gotowy prezent dla Mamy), na miejscu szatnia, depozyt, prysznice i dokładna informacja o której odjeżdżają z rynku autobusy i czy można w nich zostawić rzeczy. Odjeżdżamy do Fabryki Fiata w strugach deszczu i całą rozgrzewkę przeprowadzam w deszczu, delikatnie, z umiarem, aby nie przedobrzyć.

Poprawiony: środa, 17 marca 2010 14:51
 
PDF Drukuj Email
Wpisany przez Tomasz Katan   
piątek, 07 sierpnia 2009 16:41

Jest styczeń 2005 roku ( mój opis będzie nie kompletny i będzie miał formę raczej wspomnika niż dziennika, z powodu zniszczenia danych przez pożeracza zwanego Windows) od dwóch miesięcy zmagam się z treningami i chorobami powstałymi w wyniku przetrenowania, czyli bezmyślnego wierzenia, że w miesiąc można stać się maratończykiem. Nie można. A na pewno nie po tym jak przez ostatnie 7 lat Nie robiłem niczego, co miałoby coś wspólnego ze sportem i sportowym stylem życia. Wprost przeciwnie moja dieta była oparta na wysokokalorycznych Fast foodach i pustych płynnych kaloriach, a ruch ograniczał się do przejścia dziennie ok. 3km, z pracy do autobusu, z niego do domu, a potem z domu do knajpy, a z knajpy do domu – fascynujący dzienny grafik.

Poprawiony: środa, 17 marca 2010 14:51
 
PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 
Wpisany przez katan tomasz   
piątek, 12 lutego 2010 18:04

Normal 0 21 false false false MicrosoftInternetExplorer4 st1\:*{behavior:url(#ieooui) } /* Style Definitions */ table.MsoNormalTable {mso-style-name:Standardowy; mso-tstyle-rowband-size:0; mso-tstyle-colband-size:0; mso-style-noshow:yes; mso-style-parent:""; mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; mso-para-margin:0cm; mso-para-margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:10.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-ansi-language:#0400; mso-fareast-language:#0400; mso-bidi-language:#0400;}

Bałam się jak diabli, a jednocześnie miałam silną motywację, żeby podołać temu wyzwaniu. Moja rodzinka postanowiła nie dopuścić do mojego startu, starała się mnie zniechęcić, nawet zagrozili, że „podjadą samochodem blisko trasy i dokonają porwania”....:)

Powiedziałam, że muszę wystartować i dotrzeć do mety nawet jeśli miałabym ostatnie 12 km iść. Limit 6 godzin powinien wystarczyć. Widząc moją determinację postanowili „coś” zrobić (nie wiedziałam co knują, czy chcą mi przeszkodzić, czy też pomóc) .

W czwartek oznajmiono mi, że mam się pojawić w pracy na czczo, bo zrobią mi badania- jeśli będą dobre – to ostatecznie zgodzą się, żebym wystartowała …

Sądziłam, że tylko tak mnie straszą, ale okazało się, że rzeczywiście w piątek rano nie pozwolono mi wypić mojej filiżanki kawy (:(). Wkrótce zjawiła się bratowa z mnóstwem pojemniczków i strzykawek. Pobrała mi krew do tych pojemniczków  i zawiozła do laboratorium (chyba będę przebadana na 1000 sposobów). Po 3 – godzinach badań – otrzymaliśmy wyniki, okazały się całkiem dobre. No, to mam już spokój – pomyślałam. Ale nie …. To nie koniec badań … Dalej była wizyta u lekarza: badanie ciśnienia, EKG serca …

I trudna decyzja dla rodziny – możesz biec, ale pamiętaj …

- wiem, mam uważać, dużo pić, jeść, nie forsować się i gdybym się źle poczuła, mam zejść z trasy …

Moje dzieci postanowiły porozmawiać z naszym przyjacielem Januszem, aby asekurował mnie na rowerze.

Po krótkiej rozgrzewce stanęliśmy w ogromnej grupie biegaczy. Zawsze jestem zdziwiona tak dużą frekwencją. To cudownie, że jest tak wiele osób, którym radość sprawia bieganie.  Uświadomiłam sobie, że jest to mój drugi start bez Romana (chociaż na koszulce jest zdjęcie i napis „biegniesz ze mną”, to jednak nie było go blisko mnie.

Mówiłam: … Romeczku, jesteś ze mną i pamiętaj „biegniesz ze mną:, ale tak trudno było sobie wmówić, że tak jest naprawdę. Przez pierwsze 15 km biegło „nam” się dobrze, Janusz zabawiał mnie rozmową, ja też próbowałam rozmawiać i nawiązać kontakty z innymi uczestnikami, ale jest to jednak bardzo trudne. Biegnąc z Romanem troszkę rozmawialiśmy, a potem milczeliśmy, ale dobrze nam się razem milczało i biegło. Wystarczyło, że spojrzeliśmy na siebie i rozumieliśmy się bez słów. Roman „puścił do mnie oczko”, ja do niego się uśmiechałam i od razu przybywało sił. Janusz starał się zabawiać mnie rozmową, podawał picie, kontrolował czas. Stale (przez pierwsze 20 km ) mówił – biegniesz za szybko (jak na mnie), zwolnij. Nie słuchałam, bo biegło mi się dobrze (na początku). Potem z każdym kilometrem było coraz gorzej. Janusz był chyba był bardzo przejęty i chyba też się o mnie martwił bo jednak był jakiś spięty. Zresztą jak tu prowadzić rozmowę, jak nie pozwalał mi mówić, żebym się nie męczyła. Ciężko było Januszowi wlec się na rowerze prawie 5 godzin w słońcu, myśląc czy ta biegnąca osoba da sobie radę czy też padnie. Wiem, że było Ci trudno Januszku. Bardzo ci dziękuję, że dotrzymywałeś mi towarzystwa. Również moja rodzina: córeczka, siostry, szwagier, siostrzenica, brat, bratowa i ich wnuczki sprawiły mi ogromną radość wspierając mnie podczas biegu.

W okolicach 25 – 30 km zobaczyłam moją młodszą siostrę i siostrzenicę, podawały picie nie tylko mnie, ale również innym uczestnikom, zraszały wodą, żeby nas ochłodzić, a nawet przez pewien odcinek biegły ze mną. Potem zobaczyłam starszą siostrę i szwagra. Bardzo się ucieszyłam widząc ich. Podawali wodę, mokry ręczniczek, dodawali otuchy, nie tylko mnie, ale również innym. Ich obecność sprawiła, że przybyło mi sił. A gdy na horyzoncie zobaczyłam moją kochaną córeczkę „urosły mi skrzydła …”.

I tak co jakiś czas spotykałam na drodze: jedną siostrę, drugą, szwagra, Tynkę – jak oni się przemieszczali ? – sama nie wiem. Podziwiam ich, bo wiem jak to trudno przejechać z jednej części miasta w inną gdy drogi są zablokowane.

Kiedy było mi ciężko, „rozmawiałam” z Romanem, prosiłam, żeby dodał mi sił, że przecież „razem biegniemy”. Minęliśmy 41 kilometr, widzę górkę …

O rany … chyba odpocznę, pójdę troszkę… Ale … Na horyzoncie zobaczyłam Danusię i Darię. Nie, nie będę szła, muszę biec, muszę się zmusić …

… Wiesia ! Wiesia! – krzyczą dziewczyny i zaczynają biec ze mną. Już blisko meta … chyba dam radę alt

Przez ostatni odcinek biegłam z parą młodych ludzi, raz ja ich wyprzedziłam, raz oni mnie. Kiedy minęłam 41 km, Janusz mówi: „wyprzedź ich, masz dużo sił, dasz radę …”.

- nie, nie dam rady… odpowiadam.

Ale jak zobaczyłam Danusię i Darię – pomyślałam, że warto spróbować. Może troszkę spróbuję przyspieszyć, może mi się uda … Spokojnie Wieśka, krok po kroku i .. udało się,  To mogę odpocząć. Wtem słyszę głos Janusza – no ale teraz nie zwalniaj, przyspiesz i wbiegnij w dobrym stylu.

- „zabiję”- pomyślałam, i już miałam zwolnić, ale na 500m przed metą słyszę : .. Wieśka – dawaj …

Któż to krzyczy? To mój brat i bratowa. Muszę biec, nie mogę ich rozczarować. Słyszę głosy dzieci: ciocia, ciocia – to Kubuś i Oleńka (wnuczki brata). No Wieśka (mówię do siebie) – teraz już nie możesz dać plamy- biegniesz z Romeczkiem, dzieci na Ciebie patrzą, przyspiesz i pokaż , że jesteś silna. Stasiu robił nam zdjęcia i też nas mobilizował …Chwilami, gdy miałam już dość i głowa, ramiona zaczynały opadać – cała sylwetka wyglądała tragicznie, wówczas pojawiał się Stasiu z aparatem i oczywiście – zaraz człowiek się prostował, bo to wstyd tak wyglądać na zdjęciu. Stasiu zastosował aspekt psychologiczny: zatrzymywał się na górkach, wzniesieniach, tam, gdzie człowiek padał na buzię J i cyk robił zdjęcie. Widząc aparat automatycznie się prostowaliśmy, żeby pokazać, że nie jesteśmy zdechlakami i jeszcze trzymamy się na nogach.

Już z daleka słyszałam głosy Paulinki i silnej grupy Truchtaczy. Jak zawsze cierpliwie czekają, aż ostatni ich zawodnik przybiegnie do mety. Były też koleżanki Asi, które wspierały całą ekipę truchtaczy.

Fajną niespodziankę przygotował Łukasz przynosząc szampana. Chciał, żebyśmy poczuli się jak prawdziwi zwycięzcy i żeby szampan płynął strumieniami. Wprawdzie nie wolno pić alkoholu w miejscach publicznych, ale co tam …

Przecież było to zwycięstwo – walka z przeciwnościami losu, ze swoimi słabościami ….

Po biegu – jak zwykle wymiana informacji, kto jaki miał czas, jak się biegło itp. Fajnie, że Dorota pokazała, jak zwykle klasę, osiągając świetny wynik. Jacek biegł z Asią, mobilizował ją do większego wysiłku i Asia pobiegła w dobrym stylu.

Bałam się o Tomka, nie było mu łatwo biec … bał się o mnie, czy dam radę. Cały czas pewnie myślał też o Romanie i z pewnością trudno było mu biec. W takiej sytuacji, człowiek się denerwuje, szybciej się męczy, nie zawsze dobrze interpretuje sygnały płynące z organizmu. I rzeczywiście niezbyt dobrze się czuł, a potem okazało się, że były to początki przeziębienia.

 

Cieszę się, że ukończyłam maraton (dzięki pomocy rodziny i przyjaciół). Tak Romeczku – tym razem daliśmy radę ….

Poprawiony: wtorek, 27 listopada 2012 13:46
 
PDF Drukuj Email
Wpisany przez Wiesława Katan   
wtorek, 23 lutego 2010 18:19

 

Bałam się jak diabli, a jednocześnie miałam silną motywację, żeby podołać temu wyzwaniu. Moja rodzinka postanowiła nie dopuścić do mojego startu, starała się mnie zniechęcić, nawet zagrozili, że „podjadą samochodem blisko trasy i dokonają porwania”. J

Powiedziałam, że muszę wystartować i dotrzeć do mety nawet jeśli miałabym ostatnie 12 km iść. Limit 6 godzin powinien wystarczyć. Widząc moją determinację postanowili „coś” zrobić (nie wiedziałam co knują, czy chcą mi przeszkodzić, czy też pomóc) .

W czwartek oznajmiono mi, że mam się pojawić w pracy na czczo, bo zrobią mi badania- jeśli będą dobre – to ostatecznie zgodzą się, żebym wystartowała …

 

Poprawiony: środa, 15 czerwca 2011 20:40
 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 następna > ostatnia >>

Strona 1 z 2
 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack