Siedemnaste Urodziny Stowarzyszenia Truchtacz Mysłowice 2025-06-07. „Padok”.
Jacek Księżyk
2025-06-13

W minioną sobotę zorganizowaliśmy tradycyjną imprezę urodzinową naszego klubu. Sama data jest umowna, ponieważ początek Stowarzyszenia przypada na przełom maja i czerwca, ale to jest tylko szczegół, który przecież nie przeszkadza nam w świętowaniu. Również tradycyjnie, urodziny były obchodzone w jakiejś, wymyślonej konwencji. Tym razem padło na Orient. Pojęcia nie mam czemu!
Zaproszenia na obchody jubileuszy zostały wysłane do wszystkich obecnych członków Klubu. Zaproszeni zostali oczywiście również byli reprezentanci STM (choć w kilku przypadkach niestety kontakt gdzieś się zatracił!), jak również osoby z nami współpracujące i nam przymilne. Efektem tego było blisko czterdziestu uczestników naszej zabawy. Najfajniejsze w tym wszystkim było to, że przybyli obecni klubowicze, ale również aspirujący do miana Truchtacza. Przybyli nasi partnerzy biegowi, osoby nas wspierające, wolontariusze i nasi przyjaciele!
Większość, w każdym razie duża część dostosowała się do konwencji zabawy i przybyła przebrana. Wietnamczyki, Chińczyki, Gejsze, Szeherezady i inne wschodnie księżniczki, znalazł się również mnich buddyjski i dwie … herbatki chińskie 😉, ale też konduktor (chyba z Orient-ekspresu 😉) i karateka!
Wśród zabaw, były m.in.: Bit Mat Bat De 😉😉😉, co podobno można przetłumaczyć jako „łapanie gęsi”, ale tego jest pewna tylko Bożena! Bawiliśmy się również w chińskie rzeźby i zabawę muzyczną z cytrynkami. Pomysłodawczynią i animatorką tych zabaw była Bożena, choć w przypadku tej ostatnie, z dużym udziałem Olka! Następnie z zabaw ruchowych, rywalizację przenieśliśmy na poziom intelektualny, czyli połączenie Jednego z Dziesięciu z Jaką to Melodią. Trzy drużyny starały się wybrnąć z pułapek, które na nie zastawiłem … ze skutkiem fantastycznym. Do tego stopnia, że musiała być rozegrana dogrywka. Zwycięzcami byli oczywiście wszyscy, którzy się bawili 😉 Była równie nauka tańców zrealizowana przez nasze młode wolontariuszki. I choć „Belgijkę” jeszcze jakoś ogarnęliśmy, to ze „Skrzypkiem” polegliśmy 😉 Długo jeszcze mieliśmy w głowie komendy: raz, dwa, trzy, cztery i do tyłu a potem do siebie, od siebie i przejście … 😉
Rzecz jasna, jak to na urodzinach były słodkości i mnóstwo różnych pyszności, sałatek, koreczków, śledzików i ognisko z kiełbaskami i to przy akompaniamencie cyi, na której grał pan Zenon. Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek wyszedł głodny, choć to były tylko dodatki do najważniejszego elementu, czyli spotkania osób, dla których „Truchtacz” jest czymś ważnym i wyjątkowym. Rozmowy, wspominki, plany, o wszystkim tym rozmawialiśmy przez wiele godzin. Ostatni Truchtacze opuszczali Padok grubo po północy, aby udać się do krainy snu … a może krainy Orientu?
Foto: Marian, Adam …
J. Ksi.
Link do pełnej galerii autorstwa Mariana:
