Zakończenie Sezonu, Ustroń, DW „Ondraszek”, 2025-11-07…12.
Jacek Księżyk
2025-11-17

Historia ponoć lubi się powtarzać. I my ją z upodobaniem powtarzamy niezmiennie od kilkunastu lat! W każdym roku czekamy na ten wyjazd, jak na bardzo ważne święto! Kiedyś było to związane ze startem w Biegu Legionów w Ustroniu i Mistrzostwami Klubowymi. I choć z czasem MK przenieśliśmy na inny termin i zmienialiśmy ich lokalizację, to najczęściej sezon kończyliśmy w Jaszowcu. A od kilku lat naszą ulubioną miejscówką stał się DW Ondraszek. Polubiliśmy to miejsce. Myślę, że z wzajemnością! 😉
W tym roku chęć wspólnego wyjazdu zadeklarowało blisko pięćdziesiąt osób. I niemal wszystkim udało się dotrzeć na miejsce. Jedynie Ewa, z przyczyn losowych musiała odwołać swój przyjazd. Finalnie jednak, było nas czterdzieści sześć osób i pies! Doliczając do tego, stałych bywalców, którzy z różnych powodów, niestety nie mogli nam tym razem towarzyszyć, to byłoby nas grubo ponad pół setki uczestników!
Nasze spotkanie wyjazdowe rozpoczęliśmy (choć w kameralnym gronie) już w piątek. Poza technicznymi przygotowaniami do kilkudniowego, wspólnego pobytu, udało się nam rozegrać nawet pierwszy mecz Klubowego Turnieju Tenisa Stołowego.
W sobotę, dojechała zdecydowana większość klubowiczów. Jak zwykle, do wczesnowieczornych godzin, zajęcia odbywały się w podgrupach. Wycieczki górskie trasami łatwymi i tymi nieco bardziej zaawansowanymi. Spacery, spotkania towarzyskie, sauna… dla każdego coś miłego 😉 Wieczorem wspólna kolacja w Zbójnickiej Chacie na Równicy. Pysznie, klimatyczne, zdecydowanie polecamy! A na deser oczywiście było spotkanie na sali bankietowej (z pogaduchami niemal do białego rana!), ale przede wszystkim przy stole ping-pongowym. Ten dzień zakończył się kilkoma, bardzo ciekawymi wynikami! I nieoczekiwanie… tańcami 😉
Niedziela była kolejnym dniem wycieczek i tych górskich, jak również miejskich. Do Ondraszka dojechali kolejni uczestnicy Zakończenia Sezonu, a wszyscy chętni w ciągu dnia mogli skorzystać z siłowni, sauny, masaży… aby wieczorem, w pełni przygotowani mogli przystąpić do następnego etapu rozgrywek tenisowych. Wcześniej jednak, mieliśmy kolejną wspólną, wyjazdową kolację. Tradycyjnie była to Stara Wędzarnia. Nasze chyba ulubione kulinarne miejsce w czasie listopadowego wyjazdu.
Klubowy Turniej Tenisa Stołowego to tradycja stara, jak wyjazdy na Zakończenie Sezonu. Po pierwszych latach dominacji Mariana Jarosza, zwycięstwach Jarka Hornika, Zdzisława Szymczyny, Grzesia Stoleckiego (tych pamiętam) oraz Basi Księżyk, Janusza Pytla i Janusza Szczepańskiego a w poprzednim roku Piotra Szczypka, okazało się, że chętnych na zwycięstwo jest coraz więcej. Poziom większości meczy był naprawdę przyzwoity a niektórych nawet wysoki! Na uwagę zasługuje m.in. zwycięzca grupy młodzieżowej (Kacper Szczepański), który obronił tytuł z ubiegłego roku. W nagrodę poza pucharem (!), otrzymał możliwość startu w głównym turnieju. Niestety, losowanie sprawiło, że już w pierwszej rundzie trafił na Janusza Szczepańskiego. Po ciężkim boju, tym razem musiał jeszcze uznać wyższość… swojego dziadka 😉
W innych meczach, skazana na pożarcie w pierwszej rundzie Ala Wolańska (zwyciężczyni grupy eliminacyjnej), stawiła zaciekły opór Januszowi Pytlowi. Swoje mecze w bardzo dobrym stylu wygrywał Darek Starzykowski, ale ostatecznie uległ… systemowi rozgrywek, Zdarzyły się też niespodzianki. Dwaj byli mistrzowie, Marian Jarosz i Grześ Stolecki, odpadli już w pierwszej rundzie! A Claire wygrała z Michałem Jaroszem (no niestety nie poszedł w ślady taty 😉). To tylko niektóre z tych bardzo emocjonujących meczy. Koniec końców był jednak taki, że do półfinałów dostało się dwóch Januszów oraz Pituś i Dario! Ale ostatnie cztery mecze, zostawiliśmy sobie na poniedziałkowy wieczór 😉 Bo w niedzielę, finiszowaliśmy znowu tanecznym krokiem!
A w poniedziałek było troszkę luzu. Oczywiście były góry i górki, w zależności, kto na co miał ochotę. Była też odnowa biologiczna (sauna), i wspólna kolacja, tym razem na miejscu, w Ondraszku. Wieczorem przystąpiliśmy do ostatnich rozgrywek tenisowych. Obaj Janusze wygrali swoje mecze. Przegrani, czyli Dario i Pituś zmierzyli się w finale pocieszenia, z którego zwycięsko wyszedł Darek Szmigiel. A finał był po postu epicki! Wygrał Janusz Pytel, natomiast Janusz Szczepański był „tylko” drugi, a sam mecz był niezwykle emocjonujący i zacięty!!! Na koniec przenieśliśmy się do stołu bankietowego. A tam znów przytrafiły się dopóźnanocne rozmowy Truchtaczy.
We wtorek rano: śniadanie, kawa, spacery… Oczywiście, również tradycyjne zdjęcie grupowe i pożegnalny obiad…
Niestety, nieco smutni, z racji końca, musieliśmy powrócić do domów … choć nie wszyscy. Byli bowiem tacy co jeszcze zostali i w środę dopiero ściągnęli do domu!
Kolejny wyjazd, pewnie dopiero za rok, ale aby spotkać się z Truchtaczami, nie trzeba czekać tak długo. Najbliższa okazja już w sobotę (i każdą następną!) na naszym Treningu, oczywiście na Rozalce. A 6 grudnia zapraszamy na finał GP!
I na koniec chciałbym jeszcze podziękować wszystkim, którzy z nami byli i Truchtaczom i Truchtaczolubnym (zwłaszcza tym nowym 😉) oraz tym nieobecnym, którzy byli z nami duchowo! Bardzo nam Was brakowało!
Link do pełnej galerii zdjęć z Zakończenia Sezonu:
Foto: Ania, Basia, Marian, Janusz, Karolina, Kasia, Jacek …
J. Ksi.
